Uwielbiamy Monikę @wandergirlpl – za jej optymizm, a cenne rady dotyczące podroży w najodleglejsze zakątki świata, za przepiękne zdjęcia, które nieustannie podpatrujemy, za podejście do życia.

Jak sama o sobie mówi jest EKO MAMĄ przez duże „E” i choć wymaga to pewnej świadomości i dużego wysiłku na  co dzień, myśląc o lepszym jutrze nie tylko dla nas ale i naszych dzieci, uważa, że warto ! Przeczytajcie rozmowę z Moniką o jej eko wyborach – zapraszamy:)!

Zdjęcie:@wandergirlpl

 

Od kilku miesięcy jest z Wami Miki. Dużo zmieniło się w Waszym życiu?

 Pojawienie się synka rozpoczęło w naszym życiu kompletnie nowy rozdział – ale byliśmy na to gotowi. Do niedawna śniadanie na mieście albo weekendowy wyjazd to był najlepszy możliwy początek weekendu. Dziś wstajemy kilka godzin wcześniej niż kiedyś i bez końca możemy patrzeć na zabawne minki naszego Malucha, jego bezzębne uśmiechy, granatowe oczy uważnie obserwujące świat dokoła i zachwycające się najmniejszymi rzeczami – ruchem liści, światłem za oknem, wodą w kranie. Uczymy się cierpliwości, uważności i trochę takiego slow life, którego nam chyba wcześniej brakowało. Kiedyś w tym czasie robiliśmy mnóstwo innych rzeczy – wyjścia ze znajomymi, kino, teatr, treningi, wieczory nad Wisłą, weekendowe wypady, jedna podróż za drugą, non stop coś… Teraz to, co mamy, nam wystarczy. Ktoś mógłby powiedzieć, że jest nudno, ale tak naprawdę jest po prostu inaczej, niż wcześniej. I dużo lepiej, niż kiedyś.

Zdjęcie:@wandergirlpl

 

Wybierając kosmetyki, ubranka, rzeczy dla niego na co przede wszystkim zwracasz uwagę ?

 

Rzeczy, które wybieram, powinny być przede wszystkim funkcjonalne. Każda świeżo upieczona Mama wie, jak niewiele jest na początku czasu na wszystko, więc funkcjonalność jest dla mnie na pierwszym miejscu. Czyli jeżeli body, to kopertowe, bo łatwiej i szybciej się je zakłada. Wkładka do wanienki, bo kąpanie dziecka jest prostsze. Oranizer na przybory do higieny, żeby nie szukać rzeczy po szufladach.

 

Dużą wagę przywiązuję też do jakości i ekologii. Kupując ubranka wybieram naturalne, dobre jakościowo materiały z organicznych tkanin (uwielbiam wszystko z bambusa!), ponieważ takie rzeczy nie tylko są przyjemniejsze dla skóry, ale też wystarczają na dłużej. W kosmetykach dla Małego, których nie używam co prawda zbyt wiele, zawsze szukam naturalnych składników i unikam zbyt wielu sztucznych substancji. Do mycia główki używam szamponu, ale kąpię Małego już w samej wodzie, czasem z dodatkiem ziołowych naparów.

 

Zdjęcie:@wandergirlpl

 

Podróżujecie, jesteście aktywni – staracie się żyć ekologicznie – dlaczego to jest dla Was takie ważne ? Co przede wszystkim robicie na co dzień aby żyć w zgodzie z naturą, z szacunkiem do „matki ziemi“?

 

 

Podróżując po świecie widzimy, jak bardzo szybko nasza planeta zaczyna być jednym wielkim wysypiskiem. W Europie eko-świadomość jest dużo wyższa, ale wystarczy pojechać do Azji, żeby zobaczyć piękne plaże zaśmiecone stertami plastiku czy śmieci wypływające z niegdyś lazurowego morza.

 

Dlatego staramy się wprowadzać ekologię do naszego życia tam, gdzie jest to tylko możliwe. To małe rzeczy i ktoś mógły stwierdzić, że „dwie osoby różnicy nie zrobią“, ale jeśli każdy z nas wprowadziłby chociaż jedną eko-zmianę w swoim życiu, świat wokół nas na pewno wyglądałby dziś inaczej.

Na zdjęciu pieluszki wielorazowego użytku CLOSE 

Zdjęcie:@wandergirlpl

 

Na podróż chętnie wybieramy destynacje, które nie są jeszcze zniszczone przez masową turystykę, zatrzymując się w miejscach, które wspierają lokalną ludność oraz tamtejszą florę i faunę. Właśnie dlatego pojechaliśmy na archipelag Raja Ampat w Papui Zachodniej (Indonezja), w całości położony na terenie parku narodowego, czy na nurkowanie z rekinami wielorybimi do Donsol na Filipinach – miejscu pod protektoratem WWF. Więcej o tych podróżach u mnie na blogu – www.wandergirl.pl.

 

Podczas samej podróży używamy bidonów na wodę, przez co nie musimy kupować (i wyrzucać!) kolejnych plastikowych butelek (jest to też bardzo opłacalne, np. na lotniskach gdzie woda kosztuje majątek, a zamiast tego można znaleźć specjalne kraniki z wodą pitną i napełnić nią bidon). W hotelach nie oddajemy ręczników do prania po jednym użyciu i zabieramy ze sobą resztki szamponu czy żelu pod prysznic – hotele najczęściej je wyrzucają, a my napełniamy ponownie i używamy podczas kolejnych podróży.

Podczas podróży z małym Mikołajem nie może zabraknąć otulaczy, kremu z filtrem – wszystko w wygodnej torbie LASSIG 

 

Przed nurkowaniem nie smarujemy się kremem z filtrem (chociaż przyznam, że raz, na Filipinach, przypłaciłam to poparzeniem) lub wybieramy kosmetyki z filtrami mineralnymi i oczywiście nigdy przenigdy nie odłamujemy fragmentów koralowców „na pamiątkę“. Kupując pamiątki, wybieramy lokalne rękodzieło i nigdy nie korzystamy z „atrakcji“, które wyrządzają krzywdę zwierzętom (np. słynne przejażdżki na słoniach w Tajlandii, nocne ZOO gdzie zwierzęta są faszerowane otępiającymi lekami czy nurkowanie z rekinami wielorybimi w Oslob na Filipinach – miejscu, gdzie rekiny są sztucznie dokarmiane, co zaburza proces ich naturalnej migracji).

 

Zdjęcie:@wandergirlpl

 

Na co dzień staramy się segregować śmieci i ograniczać zużycie wody, a robiąc remont zamontowaliśmy w mieszkaniu przycisk, który wyłącza wszystkie światła. Na zakupy bierzemy z domu własne, płócienne torby a wybierając produkty, chętnie sięgamy po te z lokalnych upraw lub rodzimych przedsiębiorstw.

 

Odkąd jest z nami Mały, przerzuciliśmy się też na eko-detergenty. Ostatnio pracuję również nad nie wyrzucaniem jedzenia, nie korzystaniem z plastikowych słomek, kupowaniem mniejszej ilości ubrań oraz nie kupowaniem kawy na wynos (co mi przychodzi akurat z dużym trudem, bo uwielbiam kawę z papierowego kubka, ale walczę ze sobą; jest dużo prościej odkąd przestałam pić kawę z mlekiem). To małe rzeczy, ale ziarnko do ziarnka…

 

 

Czy bycie eko mamą jest trudniejsze czy łatwiejsze?

 

Nie wiem, czy jestem etatową Eko-Mamą przez duże „E“. Chyba jeszcze daleka droga. Na razie staram się wprowadzać małe zmiany, ale jeszcze wiele, wiele przede mną. Podejście pro-ekologiczne na pewno wymaga więcej wysiłku i myślenia oraz kosztuje więcej, ale coś za coś – mam przynajmniej poczucie, że daję Synkowi to, co najlepsze i przy okazji dokładam swoją cegiełkę do jakiegoś wyższego celu.

 

Wybieracie opcje mniej czy więcej i dlaczego ?

 

Nasze podejście mocno ewoluowało w czasie. Mój mąż nigdy nie był fanem posiadania wielu rzeczy – raczej wolał mieć mniej a w dobrej jakości. Ja z kolei lubiłam mieć dużo – dużo ubrań, masę kosmetyków, piętnaście ozdobnych talerzy na których byłam święcie przekonana, że będę serwować wykwintne dania i wymyślne przystawki. Częściowo było to też podyktowane tym, że po prostu nie lubię wyrzucać rzeczy i nierzadko jestem też przekonana że „to się jeszcze przyda“.

 

Dziś z „więcej“ przechodzę powoli w stronę minimalizmu. Szczególnie że w momencie, gdy pojawiło się dziecko odkryłam, że tak naprawdę dla siebie potrzebuję bardzo niewiele (szczególnie w zderzeniu z niewielką ilością czasu!). Chociaż przyznam się, że w momencie kompletowania wyprawki dla Synka dałam się ponieść ciążowemu szałowi zakupów. Po kilku pierwszych tygodniach spędzonych z Małym większość tych rzeczy … wylądowała na najwyższej półce w szafie. Zostawiłam tylko to, co jest z mojego punktu widzenia najbardziej funkcjonalne i jakościowe. Niewielki procent ubranek, kilka zabawek, parę otulaczy i kocyków, kilka gadżetów.

Na zdjęciu: Lassig – Koszulka T-shirt do Pływania UV 50+ Aqua 6m+

 

Co znalazło się Waszych wyborach w Mamissimie?

 

Ponieważ akurat szykowaliśmy się do naszej pierwszej podróży z synkiem, wybraliśmy głównie rzeczy przydatne pod tym kątem. Pierwszy na liście był duży, miękki ręcznik z kapturem Lassig, chroniący przed promieniowaniem UV (może służyć także jako kocyk plażowy bo po jednej stronie ma powłokę, do której nie przywiera piasek). Nad wodą przydatna była także pieluszka wielorazowa Bamboo CLOSE (posiada wymienne wkłady, które można uprać) i biała, zawiązywana pod szyją czapeczka Lassig, chroniąca główkę maluszka przed słońcem oraz wysoki filtr mineralny. Zdecydowałam się także na komplet od Lassig: koszulkę i spodenki do pływania z chłonną wkladką i filtrem UV, ale całość okazała się jeszcze za duża na mojego Szkraba, więc będą na kolejny wyjazd.

 

Zawsze i wszędzie zabieram ze sobą też otulacze, bo są uniwersalne – mogą służyć jako kocyk, ochrona przed słońcem, osłonka przy karmieniu, przydają się też do wycierania buźki. Do Włoch zabrałam zestaw trzech błękitno-białych otulaczy Lassig, bo szukałam czegoś wyjątkowo przewiewnego, lekkiego i dużego.

Zdjęcie:@wandergirlpl

 

Z ubranek, ponieważ jestem fanką kopertowych body i organicznej bawełny oraz bambusa, wybrałam zestaw Nanaf Organic: bodziak, spodenki, chustkę na głowę ochroniącą przed słońcem i cieniutką czapeczkę, która bardzo przydawała mi się wieczorami i w samolocie.

 

Na zdjęciu: odkażacz do zabawek Bentley Organic , pieluszki Kit & Kin, chusteczki Waterwipes 

Zdjęcie:@wandergirl

Do tego dobrałam pieluszki Kit & KIN, które nie dość, że są biodegradowalne, dobrze chłodną i świetnie przepuszczają powietrze, to jeszcze mają z tyłu nadrukowane słodkie liski. Do tego dwuskładnikowe chusteczki Waterwipes (tylko woda i ekstrakt z grejpfruta!), które są ze mną na każdym spacerze.

 

Dziękujemy za rozmowę i wielką inspirację 🙂 

Zdjęcia: @wandergirlpl