Któż nie potrzebuje ciepła, uścisków, tulenia, bliskości? My wszyscy, potrzebujemy ich baaardzooo! Dzieciom jest to szczególnie potrzebne aby czuły się bezpiecznie i mogły zdrowo się rozwijać. W dzień, w nocy powinny być otoczone szczególną opieką – czuć bliskość rodziców, ciepło ich skóry, bicie serca.

W kolejnym cyklu z spotkań z naszym EKSPERTEM MAMISSIMY – fizjoterapeutą Pawłem Zawitkowskim zapraszamy na, pierwszą z trzech,  odsłonę  tematu NIEZBĘDNE DO ROZWOJU – TULENIE ( w pozostałych dwóch omówimy Bujanie i Zabawę ) 

Porozmawiamy o tym jak zadbać o odpowiednią bliskość z maluszkiem, na co powinniśmy zwrócić szczególną uwagę w codziennych rytuałach oraz poznamy rekomendacje Pawła Zawitkowskiego aby TULENIE było jeszcze bardziej efektywne – ZAPRASZAMY !

Bezbronny maluszek po porodzie jest w 100% uzależniony od rodziców.  Uwielbia być blisko, czuć zapach mamy, słyszeć jej bicie serca.  Porozmawiajmy o potrzebie bycia blisko, o tuleniu maluszka bo jak sama nazwa naszego cyklu już dużo mówi, iż jest ono NIEZBĘDNE DO PRAWIDŁOWEGO ROZWOJU.

 

Dlaczego tak ważne jest bycie blisko mamy z maluszkiem? Ta wspaniała przygoda bycia blisko maluszka i mamy zaczyna się już zaraz po porodzie – kładzenie maluszka na brzuchu mamy, pierwsze karmienie. Jak było kiedyś i jak jest teraz ?- Czy coś się zmieniło? –  nasze mamy miały zabierane maluszki zaraz po porodzie i przynoszone jedynie na karmienie …nasze pokolenie może byc już dziećmi 24 h/ dobę – co jest lepsze :)?

Dlaczego tak ważne jest bycie blisko mamy z maluszkiem? (  bliskości zaraz po porodzie – kładzenie maluszka na brzuchu mamy, pierwsze karmienie, zmiana pokoleniowej – nasze mamy miały zabierane maluszki zaraz po porodzie i przynoszone jedynie na karmienie …nasze pokolenie mogło byc już dziećmi 24 h/ dobę

Paweł Zawitkowski: Klasyka neurologii i psychologii rozwojowej, jako podstawowy mechanizm prawidłowego rozwoju wynosi na szczyty potrzeb, potrzebę bycia razem i możliwość dojrzewania w relacjach z innymi osobami.

Harmonijny rozwój noworodka i niemowlęcia jest możliwy tylko i wyłącznie, w warunkach pozytywnych relacji z bliskimi. To baza… A dalej, doskonalenie, pełen rozwój człowieka, uzależniony jest i od relacji z bliskimi i od odpowiednio kształtowanych relacji w grupie, wśród rówieśników, otoczenia.
Według wszelkich, rozsądnych badań w tej materii, priorytetem w kształtowaniu w pełni spełnionych członków społeczeństwa jest umiejętność współpracy, nie – walki. Współzawodnictwo (nie walka) jest ważne, ale i tu więcej osiągniemy, szanując naszych współzawodników, niż nimi gardząc, albo oszukując. Tyle nauka.
Jak bardzo zmieniają się realia naszego codziennego życia dowodzi choćby zmiana podejścia do wychowywania, wagi bycia razem. Począwszy do porodu, przez opiekę nad dzieckiem w pierwszych miesiącach i latach jego życia.
Nie tak dawno temu, zaraz po porodzie zabierano dziecko matce, odnosząc je do zbiorowej sali, pod opiekę pielęgniarek. Jeszcze nie tak dawno temu, oddawano dzieci do żłóbków, a potem do przedszkola na cały tydzień! Rodzice mogli spotkać się z dzieckiem w wekeend! I nikt nie widział w tym nic złego. W tym duchu powstawały całe teorie społeczne, pedagogiczne!


Im bardziej jednak zgłębiamy istotę ludzkiej osobowości, psychikę i podstawowe uwarunkowania harmonijnego rozwoju w każdej przestrzeni: poznawczej, emocjonalnej, społecznej, ruchowej, tym bardziej zbliżamy się do siebie. I tym bardziej doskonalimy przestrzeń i sposoby bycia razem.
Z trudem, ale jednak, coraz większa grupa kadry medycznej docenia czas i jakość bycia razem, matki i dziecka zaraz po porodzie. Jeszcze kuleje, ale coraz bardziej dojrzewa świadomość konieczności wspierania matek i całych rodzin po urodzeniu dziecka.
Wspierania, a nie zastępowania.
Niby niewinna zmiana – kładzenie noworodka na piersi mamy (standard postępowania donosi, że „…przez 2 godziny“). Lekko śmieszna regulacja, ale jakże istotny sygnał o fundamentalnej zmianie naszego rozumienia istoty rozwoju, zdrowia i konieczności realizacji fundamentalnych potrzeb naszego organizmu.

Urlopy ojcowskie, wydłużanie urlopów rodzicielskich. To nie tylko znak możliwości , jakie przynosi postęp techniczny i zmiana struktury gospodarki i aktywności społecznej.
Coraz częściej spotykane przedszkola i szkoły społeczne, demokratyczne, inne – bardziej przyjazne dla psychiki dziecka formy edukacji (tu lekko się zawachałem, widząc co się dzieje w Polsce w ostatnich dwóch latach…, ale co tam – pojadę po bandzie 😊)
To i wiele innych procesów, zjawisk i regulacji, to również wynik rosnącej świadomości i wiedzy.
Jest również ciemna strona mocy ☹, ale im pełniej zaakceptujemy świadomość, że bazą dla pełnej realizacji potencjału naszego dziecka jest bliskość, harmonia i gotowość do bycia razem, czasem również bezgraniczna i bezkrytyczna (co tam), tym bardziej nasze i dziecka życie będzie spełnione.
Wiem, że trudno czasem się o tym myśli w pierwszych tygodniach i miesiącach. Ale im szybciej i w pełni się na to zdecydujemy, tym szybciej się o tym przekonamy.
Bliskość nie jest procesem i umiejętnością, którą można zmierzyć jednostką czasu, monetarną, masy, czy ciśnienia. Nie ma miary 😊

Od kiedy kobiety chustują maluchy?

Paweł Zawitkowski: Od początku 😊 Jeśli nie jesteśmy do tego zmuszeni sytuacją, obowiązkiem, zwykłym zmęczeniem, nie ma sensu nosić w chuście noworodka. Tu wystarczą ręce. Jeśli nie, i sytuacja tego wymaga, chusta to najlepszy sposób na noszenie tych najmniejszych i tych większych niemowląt i małych dzieci.
Chustonoszenie jest tyle cudowne, co wymagające. Wymagające, przede wszystkim, precyzji, dokładności i odpowiedniego dostosowania wiązania do cech dziecka.
I na koniec…, męzczyżni też noszą dzieci w chustach,też kangurują. Nie jest to forma opieki i przebywania z dzieckiem, zarezerwowana wyłącznie dla kobiet. A że takie są uwarunkowania kulturowe i społeczne? Cóż, tym gorzej dla nawyków.

Jakie są zalety chustowania?

Paweł Zawitkowski: Kilka zalet technicznych na początek: wygoda, mobilność, komfort, skuteczność.
Teraz trochę bliżej istoty rzeczy: przyjemność, zabawa i dowód jak bardzo jesteśmy świadomi podstawowych potrzeb własnych i dziecka.
A teraz najważniejsze: cudowna feria niesamowitych procesów biologicznych zachodzących w organizmach i psychice obu beneficjentów – tego, który nosi i tego, który jest noszony 😊
To cudowna stymulacja czucia głębokiego, powierzchownego, układu przedsionkowego, regulacja gospodarki hormonalnej, a przez to lepsze mechanizmy neutralizacji stresu, mechaniki oddechania, krążenia, trawienia i premiany materii. Lepsze warunki dla dojrzewania ośrodkowego układu nerwowego i całego organizmu. Lepszy wypoczynek i odbudowa zapasów energetycznych i potencjału organizmu. Większa gotowość do poznawania i doświadczania. Lepszy rozwój parametrów, które kiedyś, niedługo staną się bazą dla kształtowania takich cech jak pewność siebie, zaufanie, świadomość swego ciała, gotowość do interakcji i nawiązywania, w pełni dojrzałych relacji i wpółpracy.
Oosba nosząca zyskuje równie wiele 😊 Wyraźna poprawa regulacji organizmu, emocji, reguolacji hormonalnej. Lepsze warunki do przemian, jakie następują w organiźmie każdej mamy po porodzie, mechanizmy stymulujące laktację, regenerację w przypadku zmęczenia i wyczerpania organizmu.
Setki innych profitów, których nie da się przecenić… 😊

Co jeśli nie wychodzi? Jak można być blisko bez chustowania?

Paweł Zawitkowski: Zdarza się, że chustowanie nam nei wychodzi,. Czasem trudno jest się nam samym do tego przemóc, czasem nie akceptuje tego dziecko.
W jednym i drugim przypadku, proszę, nie szukajcie win y u siebie. Nie doszukujcie się zakłóceń lub dysfunkcji u dziecka.
Czasem tak po prostu jest i nie oznacza to np., że dzieciak ma zakłócenia w dojrewaniu zmysłów czucia. Nie.
Najczęściej, przyczyną są zupełnie normalne, biologiczne procesy, przypadłości wieku niemowlęcego. Czasem, po prostu nie jesteśmy do tego gotowi.
jeśli to tylko pewne nawyki ze strony niemowlęcia, można je powoli i bez „napierania“, przygotować. Tu przydałby się ktoś, kto „zjadł zęby“ w temacie „opieka i pielęgnacja noworodka i niemowlęcia“, bez elementów terapii, proste zmiany w otoczeniu, sposobów i technik noszenia,ukłądania, pielęgnacji, zabaw, itp.
„Przepchać“ na siłę pomysłu noszenia w chuście się nie da. Nawet nie warto się przy tym upierać.
Istnieje wiele innych sposobów, by zaspokoić potrzebę bliskości. Bycie razem, blisko siebie to nie tylko noszenie w chuście.


Wspólna kąpiel w wannie, cała gama specjalnych technik opieki i pielęgnacji (www.youtube.com/mamotatocotynato), wylegiwanie się razem w łóżku, na fotelu, zabawy z dzieciakiem w parterze. Tysiące innych możliwości.
Jeśli już nie jesteśmy w stanie się przekonać do noszenia w chuście, możemy skorzystać z nosidełek.
Te tradycyjne, szyte „z prostokąta“, bez możliwości pełnej regulacji siedziska – dla noworodka i niemowląt się nie nadają. Są jednak inne, nowe pomysły.

Nosidełka ? 
Paweł Zawitkowski: Nosidełko, w którym odważylibyśmy się nosić noworodka i małe niemowlęta, musi spełnić rygorystyczne wymagania.
Muszę Was jednak poprosić, że jeśli nie musimy nosić noworodka lub bardzo niedojrzałego niemowlęcia, dajmy mu spokój. Lepiej przewieźć je w gondoli. Niech sobie dojrzeje, dopoukłada, itp. Do tulenia dzieciaka na naszym torsie mamy przecież dziesiątki innych okazji.
A wracając do wymogów:

Regulowana szerokość siedziska.
Producenci radzą sobie z tym w różny sposób. Cybex ma dokładnie regulowany pas, stabilizujący jednocześnie ciało rodzica na poziomie jego pasa, odcinka lędźwiowego.
W Caboo układamy, na odpowiedniej dla konkretnego dziecka szerokości, pasy tkaniny krzyżujące się na plecach i pod pupą dziecka.
Nóżki dziecka nie mogą być ustawione zbyt szeroko.To powoduje zakłócenie stabilizacji miednicy, zmiany w stabilizacji całego ciała dziecka i modyfikację reakcji prostowania.
Podobnie – jeśli pupa dziecka będzie zyt nisko w stosunku do poziomu jego kolan.
Siły działające na dzieciaka będą wtedy bardziej „odpychały“ dziecko od ciała rodzica, niż do niego przysuwały. Tu również możemy spodziewać się nieuniknionych, niefortunnych mechanizmów kompensacyjnych w regulacji postawy niemowlęcia.

Kolejnym wymogiem jest odpowiednio regulowana (wysokość) i profilowana część okrywająca miednicę, tułów, barki i główkę dziecka.
I znów. W Cybexie, mamy świetnie profilowane i odpowiednio zeszyte poły materiału. W Caboo kwestię dopasowania do ciała dziecka załatwiaja odpowiednie ułożenie pół materiału na jego ciele – trochę tak, jak w chustach.
W jednym i drugim produkcie, nie ma mowy, by nawet najmniejsze niemowlę się wysunęło, było niestabilne.

Kolejnym wymogiem, jest dbałość o odpowiednią pozycję i linię ciała, tułowia dziecka – tzw. liniowość (alignement).
W tej materii zderzamy się z wieloma nieporozumieniami.
Prawidłowa pozycja tułowia, to prawidłowy wyprost. To nie oznacza, że plecy są proste jak struna. W biomechanice to oznacza, że są lekko, łukowato wygięte, ale tak, by przednia strona ciała dziecka nie była zapadnięta. By nie było zgięte. By jego tułów był ułożony lekko łukowato, ale wyprostowany („długi“) 😊
Inaczej, jeśli za nisko ułożymy pupę w stosunku do kolan, jeśli zbyt zegniemy ciało dziecka – nie będzie to pozycja, ani komfortowa, ani fizjologicznie uzasadniona. Taka zbyt zgięta pozycja może lekko utrudniać mechanikę oddychania i zwiększać ilość, objętość zarzucanej treści żołądkowej do przełyku. Zazwyczaj też sprawia, że dzieciak zsuwa się bardziej na jedną stronę.
Najczęściej, jeśli dziecko w chuście lub nosidełku zbyt się zapada i leży zbyt nisko, prowokuje to wyraźne przeciążenia dla ciała osoby noszącej. Przekonały się o tym osoby, którym modyfikowaliśmy pozycję dziecka w chuście na warsztatach. Każda z nich, po zmianie twierdziłą, że „jest wygodniej“. A i dzieciaki, po takiej zmianie, lepiej ukłądają się w chuście i lepiej ją tolerują.

Jest wiele innych drobiazgów, które czynią istotnymi różnice między poszczególnymi produktami. Choćby przewaga materiału nie rozciągającego się (najwyżej minimalnie), nad elastycznym. Tu wchodzimy już w niuanse, które czynią układanie dziecka w nosidełku mniej lub bardziej precyzyjnym.
Zależy to jednak w równym stopniu od samego nosidła, co od samego dziecka. A jeśli chodzi o samo dziecko, tu decydują bardziej jego cechy i parametry jego ciała, niż pozostałe czynniki.

Pułapka bycia razem? Czy w ogóle można w nią wpaść ;)?

Paweł Zawitkowski: Nie sposób komentować czegoś tak absurdalnego.
Potrzeba bycia razem jest zdrową, naturalną, w pełni biologiczną i społecznie uzasadnioną potrzebą każdego człowieka. Jeśli ta potrzeba zanika, to znaczy, że z nami samymi jest coś nie tak.
Oczywiście u każdego z nas, potrzeba ta przybiera inne wymiary, inny charakter. Nie ma jednak sensu jej zaprzeczać, ani z nią walczyć. Czasem jest tylko mały problem z dostrojeniem tych potrzeb w czasie i przestrzeni.
Ale to juz raczej problem techniczny 😊
Koszmarem, na który trudno zareagować inaczej niż politowaniem, są słyszane na prawo i lewo głosy: „nie noś, bo się przyzwyczai“. Dziesiątki podobnych porad. Szkoda trochę osób, które na tym zawieszają całe swoje myślenie o dziecku, o bliskich osobach.
Owszem to trudne, ale wolałbym, byśmy zaczynali takie rozmowy, choćby w taki sposób: „…noś, kiedy tego potrzebuje, bo najwyraźniej mu to pomaga, a jeśli staje się to uciążliwe, znajdźmy powody, dla których dziecko jest tak rozedrgane i niepewne, znajdźmy inne sposoby, które utulą dziecko w bólu, a jednocześnie pozwolą nam, bez wyrzeczeń, spełnić jego i nasze potrzeby“. Ta sama przestrzeń, ale wchodzimy z nią z dwóch różnych stron…. Szklanka do połowy pusta, szklanka do połowy pełna… 😊
Jest kilka ważnych zasad, w byciu z małym dzieckiem, z innym człowiekiem.

Jeśli spełnia się jego potrzeby i oczekiwania, a podstawową potrzebą jest współuczestniczenie w zabawach, posiłkach, we wszystkim – współbycie, dziecko nie musi się spełniania tych potrzeb domagać.

Im mniej dokładnie odgadujemy jego potrzeby, im bardziej przedkładamy inne zadania, nad tych potrzeb realizację – tym ostrzej dziecko się tego domaga. Ucząc się szybko, że najszybciej zareagujemy, jeśli zrobi nam dziką awanturę, bo subtelne sygnały do nas nie docieraja…, a przynajmniej nie przynoszą oczekiwanego skutku.
Nasze dorosłe, codzienne życie jest coraz bardziej pozbawione naturalnych relacji, czasu na współbycie, jest bezosobowe i „po łebkach“. Mamy tysiące obowiązków, rzeczy do zrobienia, pasjonujących aktywności. Im bardziej, naszym postępowaniem oddalamy się od dzieci, tym bardziej chcą sie przybliżyć. Szczególnie, kiedy wokół jest wiele konkurencyjnych zdarzeń, czynników, osób. Przeżywają to choćby rodzice kilkulatków, kiedy pojawia się malutkie rodzeństwo. Opowieści o wybuchach żądzy bycia blisko, chęci powrotu do karmienia piersią, dziwnych zachowaniach wobec rodzeństwa, spośród których najbardziej niewinnym jest zabieranie zabawek – należą do klasyki gatunku 😊

Chciałbym odpowiedzieć na to pytanie jednym zdaniem i myślę, że to najbardziej trafna refleksja, na jaką mnie stać 😊
Nie da się wpaść w pułapkę bycia razem, jeśli potrafimy naprawdę współbyć i znajdować na takie pełne bycie razem chęć i czas.
A jeśli ktoś tego nie potrafi, to warto się zastanowić i szybciutko się tego nauczyć.

Bliskość w nocy i w ciągu dnia? ( łóżeczko dostawne, kosz mojżesza , szumiś )
Paweł Zawitkowski:Bliskość, potrzeba bycia blisko, wchłaniania w siebie bliską osobę, dawania siebie, nie zna cezury czasu, pory dnia, szerokości i długości geograficznej.
Bliskość nie znaczy też zawsze, fizycznego zespolenia, tulenia. Często wystarczy dotyk, zapach, głos, widok bliskiej osoby. Często też wystarcza pewność, że kiedy poproszę, albo prześlę jakiś sygnał, ta najbardziej pożądana osoba się pojawi, choćby pojawi.
Jeśli jesteśmy, a najważniejsze, jeśli wypracujemy poczucie pewności, dowiedziemy, że kiedy naprawdę będziemy potrzebni, zjawimy się. Kiedy udowodnimy swoim postępowaniem, że gotowość do bycia razem jest dla nas czymś ważnym i naturalnym – dziecku wystarcza często ta pewność.


To też jest bliskość.
I łatwe, i trudne. Zależy tylko od nas, od naszych własnych potrzeb i od stopnia uświadomienia sobie wagi takich podstawowych czynników dojrzewania i rozwoju dziecka, każdego z nas.
Cała reszta, czyli jak to załatwimy technicznie, to sprawa ważna, ale już drugorzędna. Bardziej środek do, niż istota rzeczy.
Na co dzień takich środków technicznych mamy wokół siebie pełno. Chustonoszenie, leżaczki, kosz mojżesza, łóżeczka dostawne, krzesełka, które można dostawić do dużego stołu, setki innych mebelków, akcesoriów i gadżetów.
Jeśli jednak nie odnajdzieemy w sobie tej naturalnej gotowości i potrzeby, żaden gadżet sprawy nie załatwi.

 

 

 

REKOMENDACJE PAWŁA ZAWITKOWSKIEGO _ NIEZBĘDNE DO ROZWOJU_ TULENIE 

Chusta Poofi

Poofi – Chusta Elastyczna Basic Szara

Chusta elastyczna, polskiej marki Poofi. Chusta hybrydowa Pocket to rozwiązanie pomiędzy chustą elastyczną, a tkaną. To komfort noszenia z którego słyną chusty elastyczne oraz wytrzymałość zbliżona do tej,jaką dają chusty tkane.

Chusta Pocket to chusta elastyczna (95% bawełna, 5% elastan) o nietypowym sposobie dziania. Tajemnicą naszej chusty jest materiał- efekt wielomiesięcznej pracy specjalistów, których wiedza i doświadczenie pomogły stworzyć materiał o idealnych właściwiościach

Chusta jest stabilna, przez cały czas użytkowania utrzymuje naciąg i naprężenie. Niezwykłe jest w niej to, że raz zawiązana pozwala na kilkukrotne wkładanie i wyjmowanie dziecka, bez konieczności jej każdorazowego wiązania!

 

Opinia Pawła Zawitkowskiego: Jestem praktykiem, fanem, i jak niektórzy się o tym przekonali, krytycznym badaczem, chustonoszenia. Jak do tej pory, z wyjątkiem samych rąk i naszego ciała, nikt nie wymyślił lepszego sposobu na przenoszenie dziecka. Blisko, bezpiecznie, pewnie, miło…, i jakieś tysiąc innych komplementów, w tym tych związanych z niewątpliwymi technicznymi, emocjonalnymi, społecznymi, fizjologicznymi korzyściami 😊

Ale…,
Wiem jak bezbronne, w stosunku do siły grawitacji i własnej niedojrzałości, jest ciało niemowlęcia. Wiem czym są reakcje prostowania, jego mechanizmy antygrawitacyjne, siły działające na ciało dziecka w różnych pozycjach, w ruchu i w spoczynku.
Dlatego, czy takie stanowisko podzielacie, czy nie, im bardziej elastyczna chusta, tym mniej korzystna dla samego dziecka. Trudniej jego ciału pracować, w odpowiedni sposób reagować. Łatwiejsza w motaniu? Niektórzy mówią że tak. Inni, że nie.
Na pewno: jeśli dziecko cierpi z powodu zarzucania treści pokarmowej do przełyku, ma wyraźnie niższe (choć w zakresie normy) napięcie mięśniowe i bardziej elastyczne struktury stawowe niż tzw. „średnia krajowa“, ma bardzo niską wagę lub jest wyraźnie wyższe, szczuplejsze, niż rówieśnicy – w chuście elastycznej będzie mu trudniej.
Chyba, że Wasze dziecko jest „gold standardem“ w każdej kategorii.

 

 

CUDDLYDRY Ręcznik

Cuddledry 

Niezwykle miękkie ręczniki, które mogą być też użyte jako kocyk maluszka.

Mama lub tata zakłada na siebie może założyć go jak fartuch, dzięki czemu ma wolne ręce podczas kąpieli i wyjmowania maluszka z wody. W rezultacie mokry maluch zaraz po opuszczeniu wanny bezpiecznie ląduje w ramionach rodzica szczelnie otulony mięciutkim ręcznikiem. Wykonany z wysokiej jakości bawełny organicznej w połączeniu z bambusem.

Opinia Pawła Zawitkowskiego: Uroczy… I miły, i estetyczny, i miękki, i ciepły, i wygodny, i dla każdego dziecka. Jakich więcej rekomendacji potrzebujecie? Każde niemowlę i trochę większy dzieciak wygląda w tym jak gwiazda 😊 A na dodatek spełnia wszystkie wymogi ręcznika, w którym każde niemowlę z chęcią się „zakopie“, „zatuli“.
Gdyby mieli coś takiego dla dorosłych, kupowałbym takie ręczniki jako prezent dla wszystkich moich bliskich i znajomych 😊 A na razie lecę kupować dla dzieciaków 😊


Snugglebundle

Snugglebundl

Jedyny na świecie produkt pozwalający przenosić dzieci podczas snu bez wybudzania, brytyjskiej marki Snugglebundl. Ten niezwykły kocyk został zaprojektowany przy współpracy z położnymi, neonantologami i ortopedami.

Mięciutki, milutki owijak dziecięcy z rączkami, po bokach oraz anatomicznym wzmocnieniem pod główkę i szyjkę dziecka. Jest to połączenie materiałowego kosza Mojżesza z hamakiem i otulakiem. Pozwala bez stresu podnosić i przenosić dziecko podczas snu bez jego wybudzania.Wymiary: 85,4 × 79,4 × 9,8 cm

Opinia Pawła Zawitkowskiego: Trochę zamarłem, kiedy zobaczyłem to cudo. Ciągle mam głowę zainfekowaną „swobodą ruchów“ niemowlęcia…, Ale!!!
…w miarę jak przypominałem sobie o karkołomnych próbach rodziców wyjmowania niemowlęcia z wózka, odkładania do łóżeczka lub do wózka, kiedy dziecko zaśnie. Kiedy pomyśałem o styranych plecach mam karmiących piersią w łóżku i pragnących odłożyć nakarmione, ledwo co „zaśnięte“ niemowlę do łóżeczka…, zachwyciłem się tym pomysłem. Naprawdę! Świetny! Estetyczny, kolorowy…, POMOCNY jak rzadko co 😊
Oczywiście namawiam, by jednak doskonalić przyjazne dla dziecka i samych rodziców techniki opieki i pielęgnacji (www.youtube.com/mamotatocotynato) , bo sprzęt ten, takich technik nie zastąpi. Ale pomoże każdemu rodzicowi i to w przyjemny i skuteczny sposób. Widziałem „to“ w akcji (nazwa lekko strzępi mi język 😊)


Dlatego, jesli spojrzycie poniżej i zakodujecie sobie w głowie te gorące prośby terapeuty dziecięcego, na Waszym miejscu, natychmiast poleciałbym i zakupił Snugglebundle, co najmniej w kilku kolorach, tak by pasowały do zmiany pościeli i odcieni wózka 😊
Ten produkt: NIE SŁUŻY DO NOSZENIA DZIECI W DOMU. NIE SŁUŻY DO SPACERÓW, PRZENOSZENIA DZIECKA NA PLAŻĘ, NA BASENIE, ITP. NIE SŁUŻY RÓWNIEŻ DO WNOSZENIA NIEMOWLĘCIA NA PIĘTRO, PODWIESZANIA (NP. JAKO FORMA HUŚTAWKI), ALBO HUŚTANIA NIEMOWLĄT RĘCZNIE. TEN PRODUKT NIE SŁUŻY JAKO HAMAK, DO NIEWELOWANIA NAPIĘCIA MIĘŚNIOWEGO, KOREKTY POSTAWY, ITP. CUDÓW.
Ten produkt jest świetny, jeśli go zastosujemy do tego, do czego został stworzony, bo mam wrażenie, że nie wymyślił go „designer“, tylko mądra, myśląca mama 😊

Tulenie w nocy – łóżeczko dostawne 

Łóżeczko oddychające dostawne – LITTLE CHICK LONDON

Dostawne łóżeczko brytyjskiej marki Little Chick London. Zdejmowalne, oddychające boki łóżeczka zapewniają optymalną cyrkulację powietrza oraz odpowiednią temperaturę podczas snu celem zapobieżenia przegrzewaniu Maluszka.

Dzięki zastosowaniu innowacyjnych, wytrzymałych siatkowych tkanin na boki łóżeczka, Mama w każdej chwili może sprawdzić co w danej chwili porabia Maleństwo. Wystarczy, że się przekręci w stronę łóżeczka i spojrzy poprzez bok ażurowy łóżeczka. Boki łóżeczka zostały wykonane z oddychającej tkaniny siatkowej ze specjalnym rdzeniem 3D.

Opinia Pawła Zawitkowskiego: Idealny sprzęt na wyjazdy. Idealny do ciasnej sypialni rodziców. Idealny, kiedy chcemy spać obok naszego maleństwa. Estetyczny, prosty, poręczny, lekki, zgrabny. Jeśli często, rzadziej, kiedykolwiek podróżujemy, albo zależy nam na estetyce wnętrz naszych domów, połączonej z wygodą dziecka i rodziców, rzadko można znaleźć coś równie poręcznego, lekkiego i przyjaznego. Naprawdę udany produkt, dlatego musże się nieco do niego „przyczepić“ 😊
Jest kilka „ale“:
Jeśli już chcemy spać blisko, obok siebie, dobrze by było, gdybyśmy mogli odsłonić ściankę, połę materiału łóżeczka, od strony naszego łóżka. Chociażby po to by się do malucha przysunąć i je nakarmić piersią (to w przypadku mam 😊 ). A w przypadku Tatusiów, by nie musieć wstawać, by przysunąć dziecko do siebie i je utulić.

Na miejscu producentów, dystrybutorów nie dołącząłbym do opisu zdania „znaczne zmniejszenie ryzyka SIDS“, albo „oddychająca tkanina“.
Po pierwsze nie ma na to pierwsze twierdzenie żadnego dowodu, po drugie, nie znajduję w konstrukcji tego łóżeczka nic, co miałoby cokolwiek wspólnego z jakimikolwiek czynnikami ryzyka SIDS. Łóżeczko samo w sobie jest urocze, nie watro posługiwać się argumentami, kórych nie da się obronić… To samo zresztą postuluję w stosunku do innych akcesoriów, szczególnie takich produktów jak to łóżeczko. Powód? Po pierwsze: Same, bez dodatkowych argumentów się obronią. Po drugie: zerowa możliwość obrony takiego argumentu. Po trzecie: Rozmywanie rzeczywistych, potwierdzonych informacji, argumentów, wiedzy na dany temat, a przyznacie, że temat dosyć wrażliwy.
Tkanina nie „oddycha“ co do cyrkulacji powietrza warto byłoby przeprowadzić odpowiednie badania. Ale to już czepialstwo.
Drodzy producenci, to naprawdę udany i przydatny produkt dla niemowląt. Nie warto go psuć niesprawdzonymi argumentami 😊 Przepraszam, ale w dobie internetowego bałaganu informacyjnego, który zabija spokój i zdrowy rozsądekj rodziców), jestem szczególnie uczulony na jakość i szczegóły przekazywanych informacji. Taka wada, ale – mam nadzieję – do zaakceptowania. Mam ich więcej i to dużo bardziej istotnych 😊

Kosz mojżesza Moda z stojakiem kołyską 

Kosz mojżesza MOBA 

kołyska i stojak do kosza mojżesza MOBA

Opinia Pawła Zawitkowskiego: Każdy, kto chciałby cokolwiek zrobić w domu, a jednoczesnie być blisko swojego dziecka, śpiącego lub właśnie odpoczywającego, doceni ten sprzęt. Poodbnie, każdy, kto wyjeżdża, rzadziej lub częściej na cało-, czy kilkudniowe eskapady, wizyty u rodziny, wakacje…
Wygodny, lekki, estetyczny, zapewnia pewne i bezpieczne przenoszenie niemowlęcia z mejsca na miejsce bez zawracania mu zbytnio głowy, a tym bardziej budzenia, czy ciągłego podnoszenia i odkładania. Po prostu bezpieczeństwo i wygoda 😊
Czy zapewnia odpowiednią cyrkulację powietrza wokół dziecka? Pewnie tak, ale wolałbym, to zbadać, zanim napisałbym, że „pomaga w odpływie wydychanego przez dziecko dwutlenku węgla“. Tu prosiłbym opisujących o pewien umiar, ponieważ, akurat tego argumentu, bez odpowiednich badań, nie da się obronić. Podobnie, jak w przypadku wyżej opisywanego łóżeczka dostawnego (little_chick_london_warm), warto sprawdzić cyrkulację powietrza. Mogę się domyślić patrząc na ażurową powłokę lub otwory w bokach, że jest co najmniej zadowalająca, ale w tej materii, nic nie przebije łóżeczka ze szczebelkami 😊
Jest kilka ważnych zalet „kosza Mojżesza“. Jedną z nich jest możliwość, bez zawracania głowy maluchowi, przenoszenia go w miejsca, gdzie akurat zapędzą nas obowiązki domowe, kuchnia, salon, sypialnia, taras… Terapeuci wiedzą jak ważna jest możliwość leżenia, a tym bardziej spania niemowląt na brzuchu, na bokach. Z różnych powodów, wolelibyśmy, by takie spanie na brzuchu odbywało się „pod okiem rodzica“. A kosz takie możliwości stwarza.
I choćby ta cecha każde polecić takie rozwiązanie każdemu rodzicowi. Łatwość przenoszenia dziecka, bez jego wybudzania, możliwość stałej kontroli kiedy śpi, możliwość bycia razem kiedy odpoczywa. Same możliwości 😊 zero ograniczeń, tym bardziej, że możemy taki kosz postawić bezpośrednio na podłożu lub na stelażu, i na tarasie, i na podłodze w kuchni, i wszędzie gdzie jest wystarczająco cicho, wystarczjąco bezpiecznie, wystarczająco miło.

Whisbear

Whisbear

Miś-przytulanka wykonana z najwyższej jakości miękkich, kolorowych materiałów z atestem OEKO-TEX® wraz z wyjmowanym urządzeniem polskiej marki Whisbear. Po włączeniu przez ok. 40 minut urządzenie wydaje dźwięk szumu suszarki. Istnieje możliwość wcześniejszego wyłączenia urządzenia, ponownego włączenia i regulacji głośności. Uszy oraz łapki misia szeleszczą. Nogi mają bezpiecznie wszyte magnesy umożliwiające zaczepienia misia np. na poręczy łóżka, uchwycie wózka czy fotelika samochodowego. Misie mogą się od siebie nieznacznie różnić – każdy z nich jest szyty ręcznie.

Opinia Pawła Zawitkowskiego: Są akcesoria, rzeczy, zabawki te bardziej dla dzieci, te bardziej dla rodziców, i te dla jednych i drugich. Są też takie, które „nadają sie“ dla wszystkich, dla niektórych i takie, które mają sens, ale… tylko w wyjątkowych sytuacjach, a na pewno nie jako standard postępowania. Niezależnie od tego jak cudownie są wykonane i jak bardzo pomagają nam np. opanować sytuację, czy „pozbyć się“ kłopotu.

W przypadku dzieciaków musimy uważać, czy każde „pozbycie się kłopotu“ ma sens, i czy nie warto nieco zgłębić dany problem, by nie być zmuszonym używać prostych, ale czy zawsze udanych „sposobów na“…
Problemy związane z adaptacją noworodków i niemowląt do życia poza łonem mamy, nader często nas przerastają. Ale też najczęściej nie dlatego, że jesteśmy niekompetentni…, nie dlatego, że nasze dziecko ma jakiś problem rozwojowy, nie dlatego że nosimy, fruwamy, czy skaczemy na jednej nodze (…żart).

Przepraszam, ale pretensje jakie otoczenie (dopowiedzcie sobie sami któż to może być…) mają w stosunku do rodziców, albo rodzice sami do siebie, czy nawzajem – jedno do drugiego, są najczęściej tak absurdalne, że nie pozostaje mi nic innego, tylko używać równie absurdalnych komentarzy.

Nie jesteście niekompetentni, kiedy sobie nie radzicie z dzieckiem, kiedy nie potraficie go uspokoić, uśpić, opanować. To dziecko i wszystkie procesy adaptacyjne i rozwojowe, są tak skomplikowane, że głowy mało i prawie wszyscy „pękają“.

Taki choćby kłopot… Sen dziecka, zasypianie, rozbudzanie się w nocy, brak drzemek, albo takie które trwają tylko chwilę, itp.

Radzenie sobie z takimi problemami wymagałoby dokładnej analizy rytmu funkcjonowania dziecka, jego cech, reaktywności, doświadczeń, nawyków rodziców, kilku jeszcze czynników. A i tak, organizm dziecka, po prostu, może mieć takie cechy, że chce i będzie budził się co 1,5-3h przez, nawet kilka miesięcy. Trochę łatwiej (wbrew pozorom) jest regulować warunki zasypiania. „Wystarczy“ starać się optymalnie dostosować do sygnałów i rytmu dobowego dziecka, w zalezności od tego, co się dzieje, działo w ciągu dnia.

Grubo uogólniając, biologia i rytm funkcjonowania noworodka i niemowlęcia, kompletnie nie przystaje do naszego, dorosłych (i odwrotnie). I często, właśnie na zderzeniu tych światów rodzą się drobne, i te poważniejsze kłopoty w opiece nad dzieckiem i dostosowywaniu się do jego potrzeb, możliwości, ograniczeń.

Wtedy uciekamy się do najprostszych, mechanicznych rozwiązań, poddając się naporowi dobrych rad i presji otoczenia, czesto gubiąc intuicję i rodzicielski instynkt.
Proste sposoby są najfajniejsze, ale niektóre z nich niestety nie zawsze…
Zalet Whisbear nie trzeba wymieniać. Jest jednak jeden kłopot. Miś jest nadużywany. Szkoda misia 😊

Nie dziwię się i trudno komukolwiek zarzucić, że jeśli okaże się skuteczny, chcemy z niego korzystać ciągle. Tymczasem jest jeden problem, dla którego musze Was prosić o jedno ustępstwo. Korzystajcie proszę z Whisbear tylko wtedy, kiedy naprawdę musicie i kiedy naprawdę trudno inaczej sobie poradzić. Daczego?
Habituacja…, przyzwyczajenie i uczenie się powtarzalnych mechanizmów.
Słowem, jeśli Wasze dziecko się przyzwyczai, że zawsze zasypia w towarzystwie szumiącego misia, będzie chciało tak „zawsze“. Oczywiście kiedyś przestanie go potrzebować, ale…
Whisbear kojarzony jest najczęściej, właśnie z kłopotami z zasypianiem. A przecież może być po prostu „zwykłą“ zabawką, nie do zasypiania…

Ten temat jest naprawdę złożony. Pomyślcie jeszcze może, że kłopoty z zasypianiem, czy częste budzenia nocne są w końcu jakimś sygnałem umysłu i organizmu dziecka. Warto więc czasem wsłuchać sie w te sygnały i adekweatnie reagować.

A jak i kiedy, i dlaczego… To długa opowieść…

To opinia Pawła Zawitkowskiego o Whisbear z materiału o Śnie maluszków – cały materiał znajdziecie TUTAJ

NOSIDEŁKO CLOSE  CABOO

Opinia Pawła Zawitkowskiego: Jeden z dwóch rodzajów nosidełek obecnie dostępnych na rynku, w których nie miałbym nic przeciwko noszeniu niemowlęcia niesiedzącego, jeszcze bez pełnej kontroli swego tułowia. Nawet takiego 2-3 miesięcznego😊
Pierwsze wrażenie? Trochę dużo tych pasów, i jak je założyć na siebie…
Szybko okazuje się jednak, że to naprawdę intuicyjne i proste. Pierwszy etap, to proste założenie na siebie skrzyżowanych i zeszytych, w części leżacej na naszych plecach, pasów materiału. Śmiesznie prosta, a przy okazji skuteczna regulacja pasów na naszym ciele. Intuicyjne wkładanie i ułożenie niemowlęcia w pasach.
Zgłębiając temat chustonoszenia i nosideł znalazłam kilkanaście lat temu pierwowzory wykorzystanej w Caboo techniki montowania pasów i układania w nich dziecka. Jeden we wzorach z dalekiego wschodu, drugi w Hiszpanii. Caboo jest udaną adaptacją idei układania poł chusty wokół ciała niemowlęcia i godnym kontynuatorem tych naprawdę niezłych pomysłów.


Tym bardziej, że wzbogaca je o dodatkową połę materiału, zakładaną niezależnie od tzw. krzyżaka, na już ułożone w nim dziecko. To daje większą pewność, komfort i wygodę.
Niewątpliwa zaleta – proste dopasowanie szerokości pasów pod pupą dziecka, co pozwala na precyzyjne dopasowanie do wieku, wagi, „wymiarów“ (wagi i wzrostu) dziecka.
Ważne: miałbym pewne wątpliwości, a na pewno musiałbym poprosić o konsultację z terapeutą, jeśli chodzi o noszenie w tym nosidle bardzo niedojrzałych niemowląt, z niższym napięciem mieśniowym i bardziej elastycznymi strukturami stawowymi niż tzw. „średnia krajowa“. Chodzi o elastyczny materiał.
Nosidło to ma dodatkową zaletę, na którą ani producenci, ani dystrybutorzy nie zwrócili uwagi… Daje więcej niż konkurenci, możliwości odpowiedniego ułożenia materiału i dostosowania sposobu noszenia dziecka do pewnych ograniczeń i preferencji niemowlęcia. Chodzi np. o neutralizowanie tendencji do asymetrycznej pozycji tułowia i główki. Zaryzykowałbym twierdzenie, że w tej materii jest liderem. Dlatego chętnie korzystamy z niego w gabinecie.
Generalnie, nosidło uniwersalne, świetnie pomyślane, wygodne, przyjazne dla mam i dzieci, z łatwą regulacją i możliwością odpowiedniej adaptacji do prawie każdego dzieciaka i rodzica 😊

Więcej o możliwościach przyjaznych metod opieki, pielęgnacji, zabaw rozwojowych, warsztatach i szkoleniach w tym zakresie dowiecie się na:
www.youtube.com/mamotatocotynato; www.calkiemfajniterapeuci.pl; www.facebook.com/pawelzawitkowski; www.facebook.com/calkiemfajniterapeuci;

 

Zdjęcia: Ewa Przedpełska www.fafel.eu